Zapisz się do newslettera:




HOME / W numerze

W NUMERZE

ISSUE

Malemen Szesnasty
Kolejny miesiąc, kolejny numer. A w nim Stanisław Tym, zakochany w życiu pesymista, wielki mistrz o niesłychanej fantazji. Bez „Rejsu” i bez „Misia”. Po prostu 100% Tyma. Artur Rojek w tekście Michała Kukawskiego pokazuje, jak nieprzeciętnym jest artystą. Anita Lipnicka w obiektywie Jacka Poremby jest kobietą, którą kochamy jeszcze bardziej. A na ekologicznym papierze Malemen Millionaire, czyli przewodnik po świecie tych, którzy mają więcej niż potrzebują – jak milionerów zdefiniował dla nas Lejb Fogelman. Szesnasty numer Malemena już uciekł z drukarni i rozbiegł się po salonach prasowych. Polecamy!
MALE INTERVIEW: Stanisław Tym Miłość to jest niebezpieczna rzecz | MALE FOCUS ON Rutger Hauer Surfując po błękicie | MALE REPORT: Tekściarze – Cygan, Dutkiewicz, Loebl, Olewicz, Sobczak | MALEMEN NAPKIN WRITING PROJECT: Janusz Rudnicki, Marcin Sendecki | MALE HERO: Artur Rojek Indywidualnie | MALE HERO: Bartłomiej Topa Pół Ironmana | MM SPECIAL: KSW Ból jest chwilowy, chwała jest wieczna | WOMAN WE LOVE Anita Lipnicka Kształt serca | INBETWEEN: MALEMEN MILLIONAIRE:







SŁOWO OD REDAKTORA

2.47. Dobra godzina. Na głęboki sen, konkretną zabawę, nie na pobudkę, raczej. Wbrew rozsądkowi i przyzwyczajeniom organizm, rześki nadspodziewanie, zbudził mnie w środku nocy. Zapaliłem papierosa. By go zmulić. Wypiłem wodę. By go uspokoić. Wróciłem do łóżka. Sen nie chciał przyjść. Wróciłem, by szybko, z radością, podjąć decyzję o nowej jakości w moim życiu. Niczym Galileusz, Robert Baden-Powell, twórca scoutingu, idol z młodości, z harcerstwa, czy zwariowana Maria Czubaszek uznałem, że cztery godziny to wystarczający wypoczynek.
Ileż rzeczy można zrobić, jak wiele przeczytać, iluż odpowiedzi udzielić na Facebooku. Mając tych kilka godzin w trakcie doby totalnie dla siebie, w ciszy, spokoju, w skupieniu, bez telefonów i atakujących maili można by wszystko. Zmienić. Poukładać. Dodać siebie. I sobie.
Usiadłem do pracy. Czytania. Pisania. Szybciej, niż przypuszczałem, wróciła senność. O czwartej. Po raz pierwszy. Pokonałem ją herbatą. Po raz drugi od ziewania twarz pękała o wpół do szóstej. Świt nad Pragą mnie otrzeźwił. Od dawna niewidziany wystarczył, by nie wbijać głowy w poduszkę. Od godzinnej drzemki około siódmej uchronił mnie płaczący Janiak junior. Po raz trzeci. O dalszym przebiegu dnia rozpoczętego w nocy szkoda pisać. Od trzynastej 
– magicznej przed laty godziny – czas biegł mi do tyłu. Nie udało się oszukać organizmu. Nie udało się zacząć być wielkim. Nawet na swój mały, skromny sposób.
Nie gniewam się. Na siebie, że nie jestem jak filozof, XVI-wieczny geniusz czy inni, którzy z energii, witalności, czterogodzinnego snu i ważniejszych przymiotów słyną. Nie gniewam się na siebie, że nie jestem systematyczny, że się spóźniam. Że palnę czasem głupstwo. Popełnię gafę czy inne faux pas. Że czegoś nie rozumiem. I za wiele innych słabości, braków również już się na siebie nie gniewam.
Nie gniewam się, że nie jestem milionerem z naszego In Beetwen. Co przecież nie przeszkadza mi miewać gestów milionera. Nie gniewam się na siebie, że nie uwodzę poczuciem humoru jak Stanisław Tym. Że jak Bartek Topa nie jestem aktorem, który gra 
i wszystko inne robi, jakby jechał na rowerze, biegł czy płynął 
– naturalnie i swobodnie. Że jak Artur Rojek tysięcy ludzi na muzyce nie skupiam i tej granej przez niego, i na jego festiwalu serwowanej. Że jak nasza Woman We Love – Anitą Lipnicką nie jestem. Czego nikomu nie muszę raczej tłumaczyć. Nikogo przekonywać. Udowadniać.
Zawsze jednak mogę, możecie wy również, poczytać o tych, którzy w swoich dziedzinach perfekcyjni, znakomici być potrafią. Jakąś fascynującą nieśmiałość mając przy okazji. Skromność i skupienie. Cudnie zdystansowani do siebie, jakby spali po cztery godziny dziennie. Chcielibyście mieć podobne zdolności, potrzeby ograniczone do krótkiego snu. Poczytajcie najnowszego „Malemena”. Długo nie zaśniecie.

MALEMEN MEN

WOMEN WE LOVE