Zapisz się do newslettera:




HOME / W numerze

W NUMERZE

ISSUE

Dwudziesty numer
Uroczyście ogłaszamy, że numer dwudziesty jest już na rynku. Jesteśmy z niego podwójnie dumni. Aktorzy z najmodniejszych warszawskich teatrów pokazali nam, że moda to męska gra. Bo właśnie numer jest bardzo modowy, także z okazji finału pierwszej edycji plebiscytu Best Dressed Men. Na deser nasza wrześniowa woman we love – Anna Czartoryska. Wygląda zawsze tak doskonale, że moda przy niej mogłaby nie istnieć. Polecamy!

SŁOWO OD REDAKTORA

Siedziały naprzeciw siebie. Plotkując. Jak to kobiety. Wymieniały szybkie spostrzeżenia. Dawno niewypowiadane myśli. Uważnie wpatrywały się w siebie stęsknionymi oczyma. Nagle blondynka zamarła. Zbladła. Nie mogła przełknąć śliny. Nie mogła nic. Zobaczyłaś go? – spytała ta druga z wielkim lękiem. Zrozumiała bowiem, że koleżanka zobaczyła w jej twarzy jego twarz. Twarz ohydnego faceta, który od jakiegoś czasu wdzierał się na jej oblicze. Widywała go, patrząc w lustro. Widywała zamiast siebie samej. Marzyła, by nikt inny go nie zobaczył... Aby ten obraz był tylko jej prywatnym koszmarem. To nie żart. To mniej lub bardziej psychodeliczna prawda o jej obliczu.
Sponiewierali. Zmasakrowali go. Próbował co prawda uciekać. Próbował uników. Bronić się. Siła ciosów jednak. Argumentów konkretnych. Zadawanych błyskawicznie słowo po słowie. Naprzemiennie. Przez – zdawałoby się – kolegów. Była zaskakująca. Wczorajszy był. Mocno. To osłabiało go dodatkowo. Nie mógł zebrać myśli. Poprawiał zamaszyście włosy. Wstawał. Gestykulował, by zyskać choć chwilę na bardziej racjonalną odpowiedź. Na jakąś sprytną ripostę. Na te wszystkie cholerne zarzuty. Które od przyjaciół z zespołu usłyszał. Niespodziewanie.
Jeszcze wczoraj widział w ich oczach swoje rozbawione oblicze. Dziś dowiedział się, że jest palantem, dupkiem, ćpunem i chamem. I że nawet jeśli grasz rock and roll, to skala bufonady i gwiazdorstwa nie może zostać przegięta. I że oni już nie chcą. Nie z nim. Ani grać. Ani nic poza tym. Zobaczył siebie jak w lustrze. Ale dalekie to było od własnych wyobrażeń o sobie. Hotel Sunset Marquis w Los Angeles niejedno widział, sądząc po wystawce zdjęć rockendrollowych postaci na ścianach lobby. I po imprezowej sławie, jaka go otacza. Dlatego sytuacja, której przy śniadaniu byłem tam świadkiem, wydała mi się zarazem jakaś normalna i chora. Zainspirowała. W kontekście pierwszej, metafizycznej wręcz, choć przecież prawdziwej opowieści i mojej własnej twarzy odbitej w hotelowym lustrze. Zainspirowała do innego spojrzenia na siebie i na ludzi.
Jak widzimy siebie sami, co dostrzegają w nas inni. Prawdziwie czy w zawiści. Warto się nad tym pochylić? W „Malemenie” szukamy właściwych, bo prawdziwych, choć nieznanych twarzy naszych bohaterów. Drążymy w nich, by i tę drugą – zaskakującą często – prawdę o człowieku odkryć. Pozornie niedostępną, nierealną, ale istniejąca. Najciekawszą.
Hołownia Szymon z ziemskiego nieba, Smolik z wyspy rodem, Wilkoń z własnej bajki wyrwany – to nasze poszukiwania. Piloci, którzy niebem zarządzać by chcieli. Adamczyk – genialny, Grabowski, Jakubik, Żebrowski w sesji mody. Trendów. Na nowy sezon. Zaskakujące i zachwycające po prostu wcielenia i odbicia. Podobnie jak Women We Love – Ania Czartoryska. Cicha, romantyczna, ale i cudnie szalona zarazem. Zmienna. Nie do poznania wręcz.
Chciałbym Wasze oblicza zobaczyć. Czytelnicy drodzy, gdy będziecie czytać o bohaterach tego numeru. Oglądać ich zdjęcia. Wasze twarze. Zaskoczone. Zdziwione. Zachwycone. Mam nadzieję. A i na iPadzie także. Pamiętajcie. Kompletnie za darmo. Dla Was. „Malemen” w innej krasie. Poznaj inne oblicze faceta.

MALEMEN MEN

WOMEN WE LOVE