Zapisz się do newslettera:




HOME / W numerze

W NUMERZE

ISSUE

Dwadzieścia dwa
Dwudziesty drugi numer wyszedł z drukarni w nasze trzecie urodziny. Eryk Mistewicz obwieszcza w nim pokolenie 140 znaków, czyli erę twittera; Andriej Konczałowski zagląda wgłąb duszy Rosjanina i podpowiada, która ruska wódka jest najlepsza. Wojciech Szczęsny jest wyszczekany, pewny siebie i doskonale wie, czego chce, a Sebastian Karpiel-Bułecka ani nie tańczył z gwiazdami, ani nie kalkulował. Po prostu nagrał płytę o umieraniu, a my wszyscy to kupiliśmy. Jubileuszowy numer zamyka piękna Olga Bołądź – kobieta, którą kochamy. Numer dwudziesty drugi już opuścił drukarnię i rozbiegł się po mieście. Polecamy!
MALE INTERVIEW: Eryk Mistewicz – Każdemu jego własna opowieść | MALE HERO: Andriej Konczałowski – W ciągu jednego życia | MALE HERO: Wojciech Szczęsny – I’m a legend | MALE FOCUS: Jurij Baszmet - Pomógł mi Lenin | MALE HERO: Sebastian Karpiel-Bułecka – Jak odnaleźć sens życia | WOMAN WE LOVE: Olga Bołądź – Balansuje | MALE REPORT: Zostać wybranym | INBETWEEN: W co ludzie grają





SŁOWO OD REDAKTORA

Najpierw skromnie. Raz na jakiś czas drobne zakupowe szaleństwo. Ciuch, gadżet na poprawę nastroju. W nagrodę za uciekający czas. Wkrótce samochód. Pierwszy. Używany. Byle jeździł. Potem wypasiony. By o nas mówił więcej, niż sami potrafimy. Własny kąt. Kawalerka na start. Co szybko willą z basenem być zapragnęła. Ewentualnie loftem z widokiem na miasto. Którego presja nas zmieni. Niebawem. Pierwsza pensja. Na nic nie starcza. Po roku i trzykrotnie wyższa to za mało. A żaden pieniądz nie zrekompensuje uciekającego życia. W nieokreślonym kierunku. Nieprzemyślanego. Pędu. Wyścigu. O jakiś prestiż. O jakąś emeryturę. Stracony czas nie do nadrobienia. W nadmiarze spraw zamknięci. Nie tylko emerytury nie dożyjemy. Nie zauważymy nawet, jak kolejne dni, lata, dekady z naszego życia znikają. Nawet własny zawał serca uda nam się przegapić w tym pędzie. Stop. Bez prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem. I w pracy z kolegą. I w codzienności z najbliższą, ukochaną osobą. Bez rozmowy prawdziwej. Bez wysłuchania myśli, pomysłów i trosk innych. W zabieganiu totalnym gubimy nie tylko relacje, nie tylko siebie, ale i szansę na właściwy ogląd świata. Dość. Trzeba w końcu powiedzieć. Sobie. Bo wkrótce się okaże, że nikt już z nami usiąść nie zechce. Posłuchać. Porozmawiać, w oczy popatrzeć. Po ludzku zwyczajnie pobyć. Ale razem. Setki rozmów. Odbytych. Przez telefon. Niestety. To bełkot, który nic w istocie nie tworzy. Relacji nie pogłębia. Szybko wstukane w klawiaturę litery, które w zdania nie zawsze zrozumiałe się układają. Próbują kreować udawane kontakty. Klik. Klik. Spacja. Enter. Poszło. Mailowo-
-sieciowa kroplówka towarzyskich znaków, która pozory podtrzymuje. Pokazuje „jestem”, choć tak naprawdę mnie nie ma. Czyżby przesilenie jesienne mnie dopadło? Czy panika niespełna 40-latka? Nie wiem. Rozpoznaję podobne symptomy także u innych wokół. I się martwię. To choroba współczesności gorsza niż grypa. By nie zniknąć, warto. Warto pobyć dla siebie. Przystopować. Można z „Malemenem”. Najnowszym. Urodzinowym. Bardziej niż myśli naczelnego świetlistym. Jak zawsze mocne, wyraziste postaci. Wojtek Szczęsny, bramkarz, który choć w życie dopiero wchodzi, już legendą się staje. Radzi sobie z presją, odpowiedzialnością tak sprawnie, jakby z innej planety miał geny. Sebastian Karpiel-Bułecka, który przemawia głosem pełnym troski, fajnej dojrzałości. I kiedy śpiewa „Boso”, i kiedy mówi. O sobie. Andriej Konczałowski, prawdopodobnie jedyny w historii reżyser, który równie wybitnym nauczył się być twórcą i w Rosji, i w Hollywood. Świetni, silni faceci, którzy chodzeniu po górach podporządkowali życie. Krótko mówiąc: tematy, które Was zatrzymają. Dla siebie.

MALEMEN MEN

WOMEN WE LOVE