Zapisz się do newslettera:




HOME / W numerze

W NUMERZE

ISSUE

24
MALE INTERVIEW Jerzy Buzek Teraz nie ma nic | MALE HERO Marian Dziędziel Mistrzostwo świata | MALE SPECIAL Camerimage | MALE HERO Tomasz Stańko Wielka improwizacja | WOMAN WE LOVE Magda Ciechowicz i Karolina Jupowicz Najbardziej wdzięczna pointa | MALE REPORT Kosmonauci: Hermaszewski i Baturin | MALE HERO Robert Wolański Wdzięczność jest trudna | INBETWEEN






SŁOWO OD REDAKTORA

Zabrałem plecaczek, buty... Syna zarzuciłem na plecy. Wybiegłem z Krainy Magii, byle szybko ruszyć w trasę. Sto trzydzieści kilometrów przed nami. Niewiele, a bardzo daleko. Bo w piątek, przed świętem. Przed korkami trzeba uciec. By zdążyć na wieczorne nagrania w mieście Łodzi. Ekipa czeka na prezentera. Babcie na wnuczka. Ale wcześniej tysiące aut – by z miasta wyjechać.
Wydawało się, że pójdzie sprawnie i szybko. Nagle telefon. Nieznany numer piąty raz dzwoni. Odbieram. Z przedszkola. Że chyba nie te buciki zabrałem. I że „nic mnie to nie obchodzi, buty mają wrócić. Zaraz!”. Jazda z powrotem nie wchodzi w grę, to byłoby czasowe samobójstwo. Problematyczne obuwie: z cholewką, na dwa rzepy, szare, zamszowe – zgadza się: nie nasze! 
– wsadziłem w taksówkę. Ze stówką i adresem. Ruszyłem dalej, już w korki. Przed każdym skrzyżowaniem. Miejscowością. Wszechobecne zatkanie.
Miałem czas, by rozmawiać z synem. I przez telefon załatwiać sprawy. I udobruchać, gościa, który ze Stanów przyleciał na wywiad. Uprzejmie poczeka. Po trzech godzinach byłem czterdzieści kilometrów od stolicy. 
Z synem, który już gadać nie chciał. Wolał krzyczeć: „Do mamy”, „Jeść”, „Stać”, „Siusiu” wreszcie. – Zatrzymać się? – pytam. – Nie, już zrobiłem – usłyszałem. Na mokro więc, także za oknem, próbowaliśmy jechać dalej. Resztką telefonicznej baterii koiliśmy dziecięce lęki. Dzwoniąc do mamy, której głos zawsze uspokaja. Bocznymi drogami i sprytem nawigacji po pięciu godzinach, z wyczerpanym, zapłakanym, zasmarkanym chłopcem jadąc, zatrzymałem się na stacji. Zgodnie z Fredka wzruszającą wolą, przytuliłem go. Umyłem rączki, buzię, na której łzy z lodami, ciastkiem i smutkiem się skleiły. Poprawiłem mu – przed finiszem, ostatnim odcinkiem specjalnym – nastrój zabawką. Dalej nie pojechaliśmy. Nie my. Nie ci sami.
Bo zanim włączyliśmy się do ruchu, TIR, który przed nami ruszał, zamiast zgodnie z kierunkowskazem wjechać już na trasę, postanowił cofać. Masakrując przy okazji nasz samochód. Nas psychicznie. Kierowca używając rąk, próbował mi tłumaczyć, kto zawinił. Telefon rozładowany już pomóc nie chciał. Nikt nie chciał. Spojrzenie na syna i... nie traciłem już czasu na wzywanie policji. Tęsknotę i zmęczenie w jego oczach zastąpiło przerażenie. Trzeba je było szybko przegonić. Odjechaliśmy. Bez odszkodowań. Bez walki na pięści.
Tak naprawdę nic się nie stało. Zwykły splot dziwnych zdarzeń. Wieloma podobnymi historiami wybrukowane jest życie. Im dłuższe, tym bardziej nas doświadcza i tym mocniejsi, bardziej wyraziści stać się możemy.
Co zdecydowanie pełniej pokazują nasi bohaterowie. Dojrzali wiekiem i bogaci w przeżycia. Z nich warto czerpać. Marian Dziędziel, mimo iż po sześćdziesiątce, ciekawością życia i otwartością na nowe niejednego młodzieńca zawstydzi. Tomasz Stańko zaskakuje ekstrawagancją i odwagą, w roli modela się prezentując. 
A Robert Wolański, który niejedną duszę skradł migawką swego aparatu, odsłoni nam kawałek swojej. Zawsze z dumą publikujemy jego zdjęcia, teraz witamy w gronie bohaterów „Malemena”.

Na 2012 rok postanowiliśmy „się skleić”. By cały ładunek uniwersalnych treści, które co numer będziemy dostarczać, ładnie na półkach Wam się w kolekcję ułożył. Myśl, nie odpuszczaj, zbieraj.

MALEMEN MEN

WOMEN WE LOVE