Marcin Lewandowski

Grzegorz Kapla
14.08.2013
zdjęcie: Michał Szlaga zdjęcie: Michał Szlaga

Bohater naszego materiału o Olimpijczykach znalazł się o krok od podium - zdobył czwartek miejsce w finale na 800 metrów!

Jedenaście miesięcy w roku trenujesz dwa razy dzienne. Nie możesz jeść tego, na co masz ochotę. Ani imprezować.Potrzebujesz duchowej dyscypliny i umysłowej higieny. Jeśli nie zwariujesz, staniesz na starcie. Musisz zdobyć świat w czasie krótszym niż mycie zębów.

400 metrów sprinterzy mogą przebiec, zanim kwas mlekowy zablokuje im mięśnie. 800 to co innego, najbardziej zabójczy dystans na bieżni.

– Nie można być tylko szybkim albo tylko wytrzymałym – Marcin Lewandowski wygląda raczej na maratończyka niż sprintera. Metr osiemdziesiąt, 60 kilo, uśmiech łobuziaka. Mistrz Europy na 800 metrów, czwarty na świecie, jeden z 12, którzy potrafią pobiec w tempie minuta czterdzieści siedem. Spotykamy się tuż po meczu, który Grecja zremisowała, a myśmy przegrali. Przyjechali z Magdą zedrzeć gardła do krwi na Stadionie Narodowym. Może gdyby Marcin nie zdradził kiedyś piłki dla butów z kolcami, grałby dzisiaj w pomocy. Kochał piłkę. Nie cierpiał biegania. 

– Przecież nie ma nudniejszego zajęcia – wykręcał się, kiedy do biegania namawiał go starszy brat Tomek. 

– Ale trenerze, mam kontuzję kostki, trener wie, może dziś odpuszczę, co? – wykręcał się, kiedy młodzicy Klubu Piłkarskiego Police mieli trening biegowy. Trener odpuszczał. Marcin i tak biegał po boisku więcej niż pozostali. Nie oszczędzał się. 

– Byłem w kadrze makroregionu i wierzyłem, że jestem stworzony do tego, żeby strzelać bramki. 

 

Szóstka z plusem.

Mieszkali w jednym pokoju. Tomek ustawiał na półkach samochodziki, a Marcin walił w nie młotkiem, żeby sprawdzić, co mają w środku. Tomek biegał. Był w kadrze Polski. Kiedy robił pompki, Tomek stał mu na barkach dla obciążenia. 

– Namawiał mnie, żebym biegał. Ale ja wolałem koszulkę z napisem Beckham, myślałem, że w piłce to można być kimś… 

Kto wie? Może grałby z Rosją i Czechami zamiast Obraniaka, ale wszystko zmieniło się nagle późną wiosną 2001 roku. Międzyszkolne zawody sportowe. Biegał już wcześniej w barwach szkoły w przełajach, a czasami także w biegach ulicznych. 

– Tym razem było inaczej, 1000 metrów na bieżni. Wybrali mnie, bo nikt nie miał butów z kolcami, a ja mogłem pożyczyć od Tomka. Spracowane. Za duże. Zresztą miałem też od brata koszulkę i spodenki.

Gotowi. Do biegu. Start. Minuta pięćdziesiąt parę. Wygrał. 

– Fiu, fiu – powiedział któryś z nauczycieli – to najlepszy czas w makroregionie. 

– Zaraz – zorientował się inny – to jest szósty czas w Polsce!

 

Jedna karta.

Tamtego dnia wszystko się zmieniło. 

– Rzuć wszystko, to bardzo cenny wynik – Tomek zapalił się jak nie on – rzucę bieganie i będę twoim trenerem.

I tak się stało. Tomek Lewandowski rzucił kadrę, a Marcin rzucił piłkę. W poniedziałek rano pobiegli na pierwszy trening. Tomek nie miał trenerskich uprawnień. Marcin nie miał własnych butów. Ale byli drużyną. 

– Tak. Drużyną. I to on więcej zaryzykował. Wierzył, że warto. Kiedy byliśmy mali, to zdarzało się, że mnie tłukł, taki jest przywilej starszego brata. Jesteśmy zupełnie inni. Tomek jest bardzo ułożony. Nie działa pochopnie. Przemyśli wszystko 15 razy w każda stronę. Dopiero wtedy działa. Ja się zapalam z miejsca. On chce umieć coraz więcej. Ja chcę być od razu najlepszy. 

On ma w sobie skupienie. Ja lubię hałas i działanie. Na mecz reprezentacji pojechać spontanicznie z Magdą to dla mnie nie problem. Tomek jest inny. Musi planować. 

Kiedy zaczął trenować Marcina, rzucił wszystko i pojechał na rok do Anglii, żeby zarobić na buty i na treningi. Zgrupowania kosztują. Nie mieli sponsora. Na wszystko musieli zarobić.

http://www.malemen.pl/marcin-lewandowski-chcialem-byc,s-1,a-4,g-1.html
STRONA 1 z 4
http://www.malemen.pl/marcin-lewandowski-chcialem-byc,s-1,a-2,g-1.html
komentarze
Dodaj komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy i dodaj swój komentarz!

Dodaj komentarz
Wyślij