Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE 3 / Rugby

MM Articles

Rugby
O co chodzi z tym rugby
O co chodzi z tym rugbyO co chodzi z tym rugby
Najdziwniejsza gra zespołowa
Coraz więcej Polaków zaczyna doceniać tę najdziwniejszą dla nas grę zespołową, na punkcie której oszalała Ameryka, Francja i pół Europy.
W najnowszym numerze MALEMEN odpowiedź na pytanie co fajnego jest w tarzaniu się w błocie, przepychaniu, popychaniu
i trzymaniu głowy między nogami innego zawodnika. Bo przecież tak to wygląda z boku. Zapraszamy do środka.
tekst: Grzegorz Kapla
Zdjecia: Grzegorz Korzeniowski, Daniel Duniak dla MALEMEN

Chodzi o to, żeby piłkę w kształcie kokosa przerzucić pomiędzy dwiema tyczkami, albo żeby wyłuskać ją spod masy splątanych ciał
i ruszyć do przodu najszybciej jak to możliwe, aż do chwili, gdy będzie można położyć ją na murawie poza końcową linią. Sęk w tym,
że na drodze wyrastają obrońcy. Brutalni i zdecydowani.
Piłkę można podawać tylko do tyłu. Esencją walki jest tzw. „młyn”: kilkunastu chłopa splecionych w uścisku przepycha się tak długo,
aż komuś uda się wygrzebać piłkę, która gubi się gdzieś między nogami.

Dla grubych i chudych
– To gra strategiczna, skomplikowane zasady – Aleksander Domaradzki, Prezes warszawskiego klubu rugby Frogs & Co,
na co dzień wspólnik w DGL Polska – siła młynarzy decyduje o tym, kto wygra mecz, ale taktyka, strategia i szybkość obrońców
i napastnika decyduje o różnicy punktów, jaką się zwycięża.

Drużyna jak rodzina
Drużynę założyli Francuzi. Znaczy „Żabojady”. Dlatego właśnie nazwali ją „Frogs”. Językiem urzędowym drużyny jest jednak angielski.
Z irlandzkim akcentem. – To dlatego że nasz trener jest Irlandczykiem – wyjaśnia niemiecki przedsiębiorca Stefan Müller.
– W Australii poznałem żonę, Polkę. I zdecydowaliśmy, że jest dobry czas, żeby zamieszkać w jej kraju. Przyjechałem, rozpakowałem walizki, a drugiego dnia poszedłem szukać klubu rugby.
– Tworzymy na boisku wspólnotę. I to się przenosi do życia: spotykamy się często, wychodzimy, imprezujemy razem, razem robimy interesy – Francuz, Christophe Guimberteau, przyszedł
do drużyny tak jak Stefan, drugiego dnia w Polsce – Kiedy przybywasz do obcego kraju, czujesz się obco. Ale w drużynie od razu jesteś u siebie.

Cały tekst w 3. numerze magazynu MaleMEN.