Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE 8 / Kabareciarze

MM Articles

Kabareciarze
Szybcy i śmieszni
Kabareciarze
Szybcy i śmieszni. Genialni w słownej żonglerce. Złośliwi do granic brawury. Bezwzględni dla naszych wad i dla swoich scenicznych partnerów. Ale w życiu prywatnym twórcy kabaretowi są zaskakująco oldschoolowi. Życzliwi dla świata. Poukładani. U nas Artur Andrus, Robert Górski i Darek Kamys mierzą się z własnym alter ego.
Robert Górski. Rocznik ’71, lider Kabaretu Moralnego Niepokoju. Autor tekstów, scenariuszy i kultowych powiedzonek. Na scenie Dynamit.

Dynamiczny? Ja? Najchętniej leżę spokojniutko w domu i czytam sobie książki historyczne. Druga wojna światowa, średniowiecze, literatura obozowa – mówi człowiek, który jednym zdaniem potrafi rozśmieszyć kilka milionów Polaków. Chciałby napisać scenariusz na podstawie „Apelu” Andrzejewskiego. – Więźniowie stoją całą noc na mrozie, czekając, aż się znajdzie uciekinier albo ktoś się przyzna do pomocy. Psychologicznie wstrząsające. Czyżby w Górskim siedziało Górskich dwóch? Na razie jednak wszystko, co wychodzi spod jego ręki, ma etykietkę „do śmiechu”. Artur Andrus twierdzi, że to geniusz, którego skecze staną się za dwadzieścia lat tak kultowe, jak kultowy dzisiaj jest „Sęk“ Dudka. Robert ma zmysł obserwacji jak Prus, a słowami żongluje jak Szymborska. Na te laudacje uśmiecha się z miną człowieka świadomego talentów, ale pychy pozbawionego. – Wiem, że jestem dobry. Ale nie bezkrytyczny wobec własnych pomysłów. Czasem zmieniam to, co napisałem, zgodnie z zasadą: jeśli paru spotkanych Żydów mówi ci, że jesteś śpiący, to lepiej się połóż”.


Dariusz „Kamol” Kamys. Kamol, Kamas, Kamasz, Kamis. 46-latek. Przystojny, dobrze ubrany. – Trudno nazwać mnie metroseksualnym, bo nie golę klatki piersiowej. Ale wygląd ma dla mnie znaczenie.

Niekoniecznie modny. Nie cierpię koszulek polo w drobną krateczkę, sweterków w szpic, w ogóle sweterków – mówi przyparty do muru. W branży blisko ćwierć wieku (!). Guru w Zielonej Górze. Najdłużej w kabarecie Potem, potem w Hi-Fi w duecie z Grzegorzem Halamą. Autor filmów środowiskowej wytwórni A’YoY. Twórca „Spadkobierców”, kabaretowego serialu improwizowanego. Pastisz amerykańskich tasiemców z lat osiemdziesiątych, nagrywany w warszawskim Teatrze Bajka przy komplecie publiczności, potem emitowany w odcinkach w TV 4. O tym, co i z kim zagrają, bohaterowie dowiadują się… pięć minut przed wejściem na scenę. Skok na głęboką wodę! Ale też i nie płotki tu pływają: Górski, Andrus, Bałtroczyk, Kołaczkowska, Grabie… Kultowy serial Kamol zaczął tworzyć już w roku 1993. – Przez 10 lat byłem szefem klubu studenckiego Gęba w Zielonej Górze. Małe pieniądze, ale ambicje duże. I się udawało. Mieliśmy świadomość, że wszystko się da. Kiedyś zaczęliśmy główkować, jak poprawić frekwencję w Teatrze Lubuskim. Co najbardziej kręci ludzi? Seriale. „Dallas“, „Dynastia“, „Santa Barbara“, „Moda na sukces“ – to były nasze inspiracje. Stworzyliśmy pokręconą rodzinę Jonathana Owensa, w której zdarzyć się może wszystko.


Artur Andrus. Jest artystą kabaretowym, ale jest także dziennikarzem. Na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim przyjechał z Bieszczad, gdzie pacholęciem będąc, pieczołowicie przegrywał sobie taśmy z Laskowikiem czy Wałami Jagiellońskimi.

Kiedy zaczął pracę w Polskim Radiu, próbował chodzić na poważne konferencje czy przygotowywać newsy, ale to wszystko jakoś go uwierało. W swojej skórze poczuł się dopiero wtedy, gdy służbowo dotknął kabaretu. – Zacząłem za nimi jeździć. I o nich pisać, mówić. Któregoś razu ktoś powiedział: skoro mówi w radiu, niech wyjdzie na scenę. I tak zostało. Dziś występuje na estradzie, ale codziennie o trzynastej w Trójce można słuchać jego „Powtórki z rozrywki”. Ze stacją związany od roku ’94. Jest też gospodarzem poniedziałkowych spotkań w warszawskiej Piwnicy pod Harendą. Pisze wiersze i teksty piosenek, nie stroni od konferansjerki,
z miną pokerzysty komentuje wydarzenia w popularnym „Szkle kontaktowym” w TVN24. Ma na koncie książkę „Popisuchy”. Bloguje. Człowiek orkiestra, chociaż z pewnością jest to orkiestra rozrywkowa, a nie poważna. Mimo że Artur wygląda akurat bardzo poważnie. Kwestia jego wieku jest już anegdotyczna. Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju na przykład często zakłada się z ludźmi, „o ile Andrus jest ode mnie starszy”. Ludzie mówią: pięć, osiem lat. Tym bardziej, że w popularnym improwizowanym serialu kabaretowym „Spadkobiercy” stylizowanym na amerykańskie soap opery z lat osiemdziesiątych Andrus gra głowę rodziny – Jonathana Owensa i ojca George’a, w którego wciela się Górski. Jednak w prawdziwym życiu obaj panowie są… z tego samego rocznika (1971), Artur nawet o kilka miesięcy młodszy.

Więcej w ósmym numerze. Malemena oczywiście.
1 2 3