Miejscy wizjonerzy Więcej niż inwestorzy, więcej niż architekci.
W mieście nie szukają kawałka placu na nowe osiedle, ale… samego miasta. Takiego, jakim było, detal po detalu. Tylko po to, żeby z wirtuozerią stare kamienice, opuszczone fabryki czy niewidzialne rzeki nie tyle odrestaurować, ile stworzyć na nowo.
W mieście nie szukają kawałka placu na nowe osiedle, ale… samego miasta. Takiego, jakim było, detal po detalu. Tylko po to, żeby z wirtuozerią stare kamienice, opuszczone fabryki czy niewidzialne rzeki nie tyle odrestaurować, ile stworzyć na nowo.
Łódź – Piotrkowska Center (dawna fabryka bawełny) Na parterze będą usługi, kawiarnie, sklepy, butiki, na pierwszym, drugim i trzecim piętrze – biura o wysokości takiej jak tutaj, a jesteśmy w biurze inwestora mieszczącym się w samym centrum dawnej fabryki, jedynym w pełni odnowionym do tej pory budynku. I dwie ostatnie nadbudowane kondygnacje to będą lofty – opowiada obecny gospodarz dawnej fabryki, z której powstanie Piotrkowska Center. – Myślę o tym miejscu w szerszym kontekście, bo Łódź ma niesamowity potencjał architektoniczny. Plusem tego miasta jest też to – mówi dalej dyrektor zarządzający, inwestor i deweloper Michał Styś – że jest relatywnie blisko Warszawy. Choć niektórzy postrzegają to jako minus, bo czasem młodzi, zdolni, wykształceni ludzie do Warszawy uciekają.
Aczkolwiek ja twierdzę, że przychodzi czas na to, co na świecie jest zupełnie normalne, czyli „work & life balance”, równowaga między jakością życia i zarobkami na odpowiednim poziomie. A tak naprawdę Łódź pod tym względem jest lepsza. Tutaj nie ma wyścigu szczurów w takiej postaci. Tu można żyć ciekawie, a przy okazji mniej czasu spędzać w samochodzie, metrze czy tramwaju, żeby dotrzeć do miejsca pracy. Między innymi dlatego myśli o rewitalizacji. To słowo trochę kojarzy się z kremem pod oczy, a ja niedługo mogę go potrzebować, bo oczy otwierają mi się coraz szerzej, kiedy próbuję sobie wyobrazić, jak to wszystko będzie wyglądać.
Michał wyobraził to sobie już dawno, teraz czuje się trochę jak scenarzysta filmu, do którego właśnie zaczynają się zdjęcia. – Scenariusz pisze tu życie – mówi, kiedy wielką towarową windą wjeżdżamy na ostatnie piętro głównego budynku fabryki. – A propos komercji, nie sztuka coś wybudować, sztuką jest tchnąć w to życie, znaleźć tych którzy będą tu pracować, tych, którzy będą tu mieszkać, tych, którzy będą chcieli przychodzić tu na zakupy. Wybudowanie
to tylko kwestia pieniędzy. Łódź wydaje się jednym z najbardziej potrzebujących rewitalizacji miast w Polsce. Przekonuje mnie o tym również Monika Dzięgielewska-Geitz, dyrektor agencji Łódź Integrated Restoration Institute zajmującej się promocją ekonomii zintegrowanej rewitalizacji i ekonomii kreatywnej, kiedy spotyka się ze mną w swojej
ukochanej secesyjnej elektrowni w dawnej fabryce Scheiblera
na Księżym Młynie. – To jest budynek, który czeka na jakiś dobry pomysł na jego wykorzystanie. Może to być muzeum, może jakieś centrum konferencyjne ludzi kreatywnych, a może po prostu centrum myśli o rewitalizacji Łodzi. Takie centrum na pewno powinno w Łodzi powstać, bo sporo jest jeszcze do ocalenia.
Cały tekst w 3. numerze magazynu MaleMEN.
Aczkolwiek ja twierdzę, że przychodzi czas na to, co na świecie jest zupełnie normalne, czyli „work & life balance”, równowaga między jakością życia i zarobkami na odpowiednim poziomie. A tak naprawdę Łódź pod tym względem jest lepsza. Tutaj nie ma wyścigu szczurów w takiej postaci. Tu można żyć ciekawie, a przy okazji mniej czasu spędzać w samochodzie, metrze czy tramwaju, żeby dotrzeć do miejsca pracy. Między innymi dlatego myśli o rewitalizacji. To słowo trochę kojarzy się z kremem pod oczy, a ja niedługo mogę go potrzebować, bo oczy otwierają mi się coraz szerzej, kiedy próbuję sobie wyobrazić, jak to wszystko będzie wyglądać.
Michał wyobraził to sobie już dawno, teraz czuje się trochę jak scenarzysta filmu, do którego właśnie zaczynają się zdjęcia. – Scenariusz pisze tu życie – mówi, kiedy wielką towarową windą wjeżdżamy na ostatnie piętro głównego budynku fabryki. – A propos komercji, nie sztuka coś wybudować, sztuką jest tchnąć w to życie, znaleźć tych którzy będą tu pracować, tych, którzy będą tu mieszkać, tych, którzy będą chcieli przychodzić tu na zakupy. Wybudowanie
to tylko kwestia pieniędzy. Łódź wydaje się jednym z najbardziej potrzebujących rewitalizacji miast w Polsce. Przekonuje mnie o tym również Monika Dzięgielewska-Geitz, dyrektor agencji Łódź Integrated Restoration Institute zajmującej się promocją ekonomii zintegrowanej rewitalizacji i ekonomii kreatywnej, kiedy spotyka się ze mną w swojej
ukochanej secesyjnej elektrowni w dawnej fabryce Scheiblera
na Księżym Młynie. – To jest budynek, który czeka na jakiś dobry pomysł na jego wykorzystanie. Może to być muzeum, może jakieś centrum konferencyjne ludzi kreatywnych, a może po prostu centrum myśli o rewitalizacji Łodzi. Takie centrum na pewno powinno w Łodzi powstać, bo sporo jest jeszcze do ocalenia.
Cały tekst w 3. numerze magazynu MaleMEN.
























































