Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE / Cabrio

MM Articles

Cabrio
Sky is the limit
Sky is the limit
Po co poważnym facetom cabrio w kraju nierozpieszczanym przez klimat? Oficjalny powód może być praktyczny, erotyczny, turystyczny. Chodzi głównie o to, żeby poczuć wiatr we włosach. Swoich i dziewczyny. I podszyte fascynacją spojrzenia innych kierowców.
Tylko w sezonie, najlepiej za miasto

Nienaganny garnitur, srebrne spinki (widać je na zdjęciu obok!). Tylko zegarek Certiny sygnowany przez Roberta Kubicę zdradza pasję Dariusza Zycha. Dyrektor inwestycyjny BBI Capital ufa kabrioletom i dba o samochody, bo kocha motoryzację. Męska miłość w najczystszej formie. Przez jego garaż przewinęły się prawdziwe potwory: limitowany rajdowy Lancer Evo VI RS450 czy włoski klasyk Alfa Romeo 147. Ale największą namiętnością okazały się kabriolety. - Zaczęło się od Hondy S2000 - wspomina. - Pożyczyłem od kolegi, chciałem poczuć wiatr we włosach. Klasyczny roadster, pod maską 240 narwanych koni, silnik z przodu i napęd na tył. Honda jednak okazała się trudna w prowadzeniu. Było nawet dachowanie, chociaż to słowo w przypadku auta bez dachu brzmi cokolwiek niedorzecznie. Kabriolety mają sztywniejszą konstrukcję. Specjalne kurtyny powietrzne i fotele. Jednak podczas wypadku z koziołkowaniem kluczową rolę odgrywa wzmocniona rama przedniej szyby, która chroni przed zmiażdżeniem. Z wypadku Darek wyszedł bez szwanku.

Trzy lata temu kupił pierwszy własny. Saab 9-3 w najbogatszej wersji Aero. Jasna beżowa skóra idealnie kontrastuje z czarnym lakierem... - Jeżdżę nim tylko w sezonie. Nie więcej niż 15 tysięcy kilometrów rocznie. Wszyscy pytają, dlaczego tak mało. A mi go szkoda. Kiedy sobie wyobrażę, co zimą mogłyby z tkaniną dachu auta zrobić piaskarko-solarki, to serce krwawi.

Po co wydawać tyle pieniędzy na kabriolety? - Wystarczy pojechać na weekend poza miasto, na Mazury. Raj. Dookoła błękitne tafle jezior, obok siedzi ukochana, a nad tobą niebo i korony drzew. Czego chcieć więcej od życia? pyta. Może mielibyśmy w redakcji jakąś listę dodatkowych życzeń, ale naprawdę niedługą.

Rodzinnie, cały rok

Marek Straszewski, znany fotograf (na zdjęciu obok... zdjęty od góry), już na wstępie przyznaje, że z motoryzacją łączą go tylko kabriolety. - Nie jestem znawcą - zwierza się. - Nie wiem, jakie są wymiary tarcz hamulcowych, nie znam na pamięć rozstawu osi wszystkich modeli Porsche. Nowy Saab 9-3 to jego pierwszy kabriolet. - Po prostu zobaczyłem i poczułem, że fajnie było by nim jeździć. Szczerze mówiąc to moja dziewczyna szukała samochodu i początkowo to ją widziałem w kabriolecie - śmieje się. - Szwedzka blacha wzbudziła nasze zaufanie. Nie żałuję decyzji. To praktyczne auto na co dzień z bonusem w postaci chowanego dachu. Marek w foteliku wozi trzymiesięczną córkę, w bagażniku jej wózeczek. - To będzie fanka kabrioletów - żartuje. Uwielbia jeździć Saabem po mieście. Boi się tylko zostawiać otwarty dach. - Ktoś podejdzie i potnie tapicerkę albo wrzuci jakiegoś hamburgera do środka. Problem w Polsce z kabrioletami jest taki, że ludzie wciąż dziwnie na nie patrzą. Zauważyłem też, że kiedy prowadzi mężczyzna, budzi to zainteresowanie, podziw i szacunek. Jak jedzie dziewczyna, spotyka się z wyjątkową nieuprzejmością. Przekleństwa, obelżywe gesty i trąbienie. Przerażające. Młoda, ładna kobieta w dobrym samochodzie wywołuje idiotyczne skojarzenia.

Kabriolet marzeń? Marek szybko wystukuje na klawiaturze swojego MacBooka i pokazuje Leoparda. - Produkowany w Mielcu, montuje się ich zaledwie dwadzieścia rocznie. Kupują arabscy szejkowie, członkowie rodzin królewskich i ekstrawaganccy milionerzy. Napęd: 6-litrowy, 405-konny silnik pożyczony od amerykańskiego klasyka, Corvetty.

Następny kabriolet to będzie już hit. - Saaby są trochę zabawkowe, gadżet dla dorosłych. Może kawał solidnej niemieckiej blachy? Nowe auto będzie jednak tylko środkiem do osiągnięcia celu. Markowi marzy się duża wyprawa. - Francja, Hiszpania, Portugalia - wymienia jednym tchem - Każdy kabriolet musi odbyć taką podróż chociaż raz.

Artystycznie, romantycznie

Kabriolet jest jak dzieło sztuki. Musi przyciągać wzrok. Kto wie o tym lepiej niż malarz, Paweł Skurski?. – Dla mnie to kwestia estetyki. Prezencja jest najważniejsza, potem idzie bezpieczeństwo. Paweł (na zdjęciu obok w czarnej czapie) na sesję zdjęciową przyjechał swoim czarnym BMW Z4 w towarzystwie pięknej dziewczyny o ciemnej karnacji. Większość mężczyzn widząc takie zestawienie zaciska zęby, ewentualnie sycząc „szczęściarz”.

Bawarski roadster nie jest pierwszym kabrioletem Pawła. -Na początku było białe Volvo kombi, które zamieniłem w wersję bez dachu. Jak? Miałem bliskie spotkanie z ciągnikiem rolniczym, który ściął mi wszystko, co ponad głową. Niestety w takim stanie zdołałem przejechać tylko kilkanaście metrów. - śmieje się. O wyborze BMW zadecydowała dziewczyna i piękny design Z4. – Spójrz na to auto. Wchodzisz do salonu i czujesz, że musi być Twoje – stwierdza. Ale Paweł rzadko jeździ swoim BMW. Mieszka w centrum, większość miejsc odwiedza na piechotę. Kabriolet zachowuje na specjalne wyjazdy poza miasto. Teraz planuje wyprawę śladem obrazów Tycjana. – Cały smaczek w tym, że są porozrzucane po różnych europejskich muzeach, głównie włoskich. Idealny pretekst, aby odwiedzić Sycylię, Neapol, Florencję i Riwierę Francuską. Paweł nie wyobraża sobie takiej podróży zwykłym samochodem. Czuje się w takiej przeciętnej maszynie jak w puszce. – Czym się różni taki samochód od konserwy? – zastanawia się – Chyba niczym, a ja nie lubię grać roli tuńczyka. Znam tylko jeden gorszy pojazd. Czołg. Miałem względną przyjemność raz nim jeździć.

Paweł uwielbia prędkość i otwartą przestrzeń, motory, jazdę konną, windsurfing i snowboard. - Najpiękniejsza jest poranna jazda kabrioletem, przed szóstą rano. Letnie wschody słońca połączone z przebudzeniem miasta dają w takim aucie niesamowity efekt. - Zupełnie inaczej wtedy odczuwasz rzeczywistość, chłoniesz ją całym sobą. Dla mnie to ważne chwile.

Kabriolet? Nie dziękuję

Artyści kochają włoskie samochody. Tę popularną tezę potwierdza Mariusz Adamiak, znany promotor Jazzu w Polsce, organizator Warsaw Summer Jazz Days (na zdjęciu obok w białym kapeluszu).

- Nienawidzę kabrioletów - przyznaje na wstępie. W 99% mają zaburzoną linię nadwozia. Wyglądają jak tanie reprodukcje. Mariusz na co dzień jeździ Alfa Romeo Brerą. To dzieło sztuki zaprojektowane przez arcymistrza, Giorgetto Giugiaro. Istnieje jeszcze wersje cabrio, którą sknociło studio Pininfariny. Wierny marce Alfa Romeo Adamiak przyznaje, że istnieje jeden kabriolet, który mógłby mieć - 8C Competizione, z ośmiocylindrowym silnikiem 450 KM.- Może kiedyś będzie mnie stać na taki unikat. Chociaż i tak uważam, że w standardowej wersji z dachem prezentuje się lepiej niż jako kabriolet, czyli Spider. Jednak włoskie kabriolety to w opinii Mariusza i tak arcydzieła w porównaniu do niemieckich. - Finezyjne Audi to oksymoron. Ładne niemieckie cabrio po prostu nie istnieje. Jak widzę Mercedesa to myślę sobie, że wystarczy dopiąć karabin maszynowy do maski i uzyskamy sprawny niemiecki wóz bojowy. - Być może moja awersja do kabrioletów bierze się z tego, że dla mnie to zupełnie niepraktyczne auto. Mam długie włosy i zazwyczaj noszę kapelusze. Kabriolety zostawiam łysym lub łysiejącym.

Jednak nawet Mariusz musi przyznać, że kabriolety podobają się kobietom. - Kojarzą się z atrakcyjnością seksualną. Moja żona nie umie rozpoznać żadnego modelu, auta rozpoznaje po kolorach. Mimo tego zwraca uwagę na kabriolety. To auto, którego sensem istnienia jest tylko podryw.

Tekst Michał Niezgoda
Zdjęcia Daniel Duniak & Grzegorz Korzeniowski
1 2 3 4