Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE / Baby biznes

MM Articles

Baby biznes
Dziecko mój doradca
Pomysły na biznes od własnych dzieci
Pomysłów na biznes nie szukali w podręcznikach ekonomicznych ani na zagranicznych seminariach. Zainspirowały ich własne dzieci. I teraz wszyscy są zadowoleni. Rafał Han, Remo Gołębiowski, Łukasz Kaniewski.
Ciufcią w świat

Rafał Han. Tata 5-letniego Józia, 3-letniego Rafała i 2-letniego Timona (na zdjęciu - z dwoma starszymi). Założyciel portalu z grami dla dzieci. Pierwszego w Polsce, który zaczyna karierę na skalę światową.

- 12 lat przepracowałem w branży reklamowej, opowiada Rafał. - Ostatnie sześć dla Agencji Innowacji Marketingowych Han Galee. Wielcy klienci korporacyjni: Tesco, KFC, UNIMIL, Frito – Lay, Yves Rocher. Ciekawe, inspirujące, ważne, ale kiedy na świecie pojawił się syn, do mojej wyobraźni zaczęły przemawiać inne wyzwania. Pierwszy przebłysk myśli o portalu dziecięcym pojawił się prawie trzy lata temu. Józio zaczął zadawać pytania. Próbowałem znaleźć mądre odpowiedzi. Sam siebie pytałem o budowanie relacji z dzieckiem. Jaka jest moja rola ojca? Zaczęliśmy o tym rozmawiać w firmie. W roku 2007 powstały pierwsze rozwijające internetowe zabawy. Na razie podczepione pod naszych klientów, jako jednorazowe akcje marketingowe. Coś drgnęło, ale to był ciągle czas poszukiwań. Zaczęliśmy budować zespół dedykowany specjalnie pod ten projekt. Dołączył psycholog oraz szanowne grono ekspertów profesorów i doktorów UJ i UW. Dali klasyczne i współczesne podstawy rozwoju dziecka, które w zestawieniu z technologią, grafiką i internetem zaowocowały Ciufcią.pl.

Z perspektywy widzę, że wiele zaczęło się też od moich dziecięcych marzeń. Od wartości, w które się wierzy, inspiracji, kreacji i innowacji. Chciałem oprzeć na nich biznes, dobrze się bawić i stworzyć międzynarodowy brand. Mieć swój wkład w poprawę świata. Rozstałem się z reklamą i z garstką zapaleńców założyliśmy portal.

Jak dziś powstają ciufciowe zabawy? Największą inspirację czerpiemy z codzinnego bycia rodzicem. Pytania naszych dzieci to fantastyczne źródło pomysłów. Dlaczego myjemy zęby? Dlaczego należy się dzielić z innymi? Czy duchy się boją? Pedagodzy i psycholodzy rozwojowi wspierają nas swoją wiedzą. Doradzają, co i jak pokazać. Tworzymy briefy na spotkania kreatywne i opracowujemy scenariusze zabaw, które trafiają do rysowników, animatorów, dźwiękowców. A zabawy głównie testujemy na własnych dzieciach. Ciufcia poza granicami Polski już od kilku tygodni jeździ jako ChooChooGames w Wielkiej Brytanii, a pod koniec kwietnia wjechała do Niemiec i Francji. Znaleźliśmy tam partnerów, którzy podobnie jak my myślą o zabawie i edukacji. Którzy wierzą w mądre korzystanie z komputera i internetu.

Po głowach chodzą nam nowe projekty. Po pierwsze, kurs języka angielskiego. Mamy kilka testowych zabaw, w przygotowaniu jest cały cykl dla przedszkolaka. To będzie edukacja poprzez zabawne i ciekawe historie bohaterów. Kolejny projekt to „encyklopedia dla dzieci ciekawych świata od kuchni“. Natchnienia dostarczyli mi niezawodni w tym względzie synowie. - Co zjesz na śniadanko? Serek od krówki, mówi jeden. - Serek od myszki, mówi drugi. I wywiązuje się dyskusja: skąd w ogóle bierze się ten ser, kto za tym wszystkim stoi? Albo inny przykład - wspólna wyprawa po okolicznych lasach i polach. Przechodzimy przez polę kukurydzy, chłopaki pytają, co to jest. – Kukurydza, odpowiadam. Rozchylam liście osłaniające kolbę i pokazując nasiona tłumaczę, że to te same nasionka, z których robimy popcorn. Na twarzach chłopaków szok, zdziwienie i niedowierzanie. Te rozmowy plus film „Było sobie życie“ stały się kanwą do stworzenia encyklopedii.


Przecież animacją, fajną historią czy rysunkiem możemy wytłumaczyć przedszkolakowi tak wiele: jak się robi ser, skąd się bierze sól czy jak powstają fale na morzu. Na Ciufci.pl chcemy zainspirować rodziców i dzieci do wspólnych rozmów, odkrywania, zabawy i wszechstronnego rozwoju. Rodzi się prawdziwe cacko na skale światową! Więcej nie można na razie zdradzić, trzeba poczekać do jesieni.

I wreszcie kolejny projekt: telewizja internetowa dla dzieci. To realizacja mojej dzięcięcej fanatazji. Zawsze marzyłem, by móc wpłynąć na losy bohaterów oglądanych bajek. Myślałem: co by było gdyby .....? . W Ciufci podjęliśmy więc kolejne wyzwanie. Jeszcze w tym roku dzieci będą mogły kierować losami swoich bohaterów, wesprzeć ich w podjęciu kluczowych decyzji i przekonać się, co się stanie. Bohaterowie z ekranu będą pytać dziecko dając mu prawo wyboru. Czy np. leśną ścieżką mają pójśc w lewo czy w prawo? Ich losy potoczą się inaczej w zależności od wyboru, jakiego dokona dziecko. Będzie dużo zwrotów akcji niespodzianek i atrakcji, wszystko edukacyjnie i rozwojowo.

Wierzę w nasz biznes, bo formaty dziecięce nie mają granic. Ostatnio dowiedziałem się, że w roku 2008 wsród formatów licencyjnych na całym świecie na drugim miejscu pod względem przychodów znalazł się serial „ In the night Garden“ twórców popularnych Teletubisiów. Bo mały człowiek ma podobny sposób widzenia świata niezależnie od szerokości geograficznej. Kiedy mieszkaliśmy na polu namiotowym na Peljesacu w Chorwacji, popularnym spocie windsurferów i kitesurferów, dzieci różnych narodowości, w tym nasze, dogadywały się znakomicie, podczas gdy wielu rodziców miało problem, by pożyczyć sól od sąsiada. To wspomnienie pozwala mi z rozmachem myśleć o światowej karierze Ciufci.


PS. Zanim oddaliśmy materiał do druku, Rafał odezwał się z jeszcze jednym pomysłem. „Materializujemy offlineowe zabawy ciufci. W odpowiedzi na liczne westchnienia rodziców, że nie mogą bawić się w ciufcię poza komputerem, w kolejce do lekarza, w pociągu, w samochodzie czy w samolocie , wymyśliliśmy poręczne, edukacyjne i zabawne “Zgaduj z czu czu”. To cykl 4 edukacyjnych książeczek formą przypominających próbniki kolorów. Zabawa polega na czytaniu treści zagadki i pokazywaniu prawidłowej odpowiedzi. Wystarczy odsunąć kartkę z zagadką, żeby zobaczyć rozwiązanie. Łamigłówki maja różny stopień trudności ze względu na wiek dziecka.. Kiedy dziecko nauczy się odpowiedzi na pamięć, można modyfikować zagadki, poprzez zadawanie własnych pytań, zmieniając tym samym stopień ich trudności. Zgadując razem z maluchem, rodzic ma niepowtarzalną okazję obserwować jak się ono uczy i rozwija.

Ta nowość na polskim rynku jest w sprzedaży od czerwca. m. in.w empikach.


Frajda na trzech kołach

Remigiusz Gołębiowski, tata 4-letniego Oliwera (na zdęciu trzyma go "na barana"). Sprowadza do Polski joggery - unikalne wózki do joggingu. Lansując tym samym modę na aktywny styl życia, co w naszym zasiedziałym społeczeństwie nie należy do zadań najłtawiejszych.

Z Magdą, mamą Oliwera, mieszkaliśmy jakiś czas w Stanach, wspomina Remo. Pracowaliśmy na Florydzie, w Pensacoli. Ja - pływak i absolwent warszawskiej AWF - byłem ratownikiem oraz asystentem trenera na University of West Florida w lokalnym klubie pływackim GPack. Kiedy Magda zaszła w ciążę, odbył się typowy amerykański „baby shower” - impreza przedporodowa, podczas której wręcza się przyszłej mamie prezenty. Wtedy też dostaliśmy wózek do joggingu. Wówczas w Polsce kompletnie nieznany. Aż dziwne, bo to mały cud techniki. Idealna amortyzacja, łatwo się składa, waży zaledwie 7 kilo. Duży jak się rozłoży, mały i poręczny po złożeniu. Nasz syn urodził sie już w Polsce i kiedy skończył 7 miesięcy, posadziliśmy go do tego wózka i zaczęliśmy biegać razem z nim!

Muszę przyznać, że od początku budziliśmy życzliwe zainteresowanie. Ale pomysł, aby tę nowość potraktować jako biznes, przyszedł mi do głowy dopiero dzięki... Markowi Kamińskiemu – polskiemu polarnikowi. Zaczepił nas kiedyś, kiedy z Oliwerkiem w wózku spacerowaliśmy po molo w Sopocie. Dało mi do myślenia, że nawet takiego światowca zaintrygował "nasz" wózek. Zacząłem poważnie się tym interesować, nawiązałem kontakt z producentem tych wózków w Stanach Zjednoczonych firmą InStep. Rozpoczęliśmy negocjacje. Sprawy urzędowe trwały półtora roku… A my, w międzyczasie sprawdziliśmy, że wózek doskonale radzi sobie na warszawskich ulicach, w lesie, na plaży, na śniegu...


Finanse? Tu muszę złożyć głęboki ukłon w stronę Magdy. Żeby zainwestować w biznes (chodziło między innymi o zakup pierwszego kontenera z joggerami), zgodziła się sprzedać świeżo odebrane mieszkanie na warszawskim Bemowie. Widziałem, że ta decyzja wiele ją kosztowała, ale cały czas mi kibicowała. Zresztą tak jest do tej pory. Jak mam chwile zwątpienia, Magda daje mi pozytywnego „kopa”. Podziękowania również w stronę przyjaciół, którzy uwierzyli, że to się uda i pomogli mi to ruszyć.

Rok temu, w czerwcu, kontrakt został ostatecznie podpisany. Wyłączność na Polskę. Do wózków dodaliśmy jeszcze autka dla dzieci (od redakcji: patrz na stronie www.3kola.pl) Jeśli chodzi o kompetencje biznesowe... Dużo dało mi to, że przez jakiś czas pracowałem jako przedstawiciel medyczny w firmach farmaceutycznych. Zrezygnowałem, bo nie mam korporacyjnego charakteru (uśmiech). Ale wiele nauczyłem się podczas organizowanych przez te firmy szkoleń. Przede wszystkim zagadnień czysto biznesowych, ale także podejścia do ludzi, umiejętności rozmawiania z nimi. Dużo nauczył mnie sport. 15 lat zawodowo trenowałem pływanie. Wykształciłem w sobie techniki radzenia ze stresem, z przeciwnościami. Dzisiaj to bardzo pomocne w biznesie. W tym biznesie mam jeszcze wspólników Jacka i Wojtka i wraz z nimi wciąż szukamy nowych sposobów zaprezentowania Polakom tego, bądź co bądź, innowacyjnego spojrzenia na klasyczny "spacerek z wózeczkiem".

Sam pojazd budzi raczej pozytywne emocje, choć na przykład w jednym sklepie zarzucono mi, że wygląda jak wózek dla kalek. Na takie słowa ręce opadają. Po pierwsze nie kalek, tylko niepełnosprawnych. Po drugie, nawet jeśli, to co z tego? Gdzie jest tolerancja? W Polsce w wielu środowiskach wciąż jeszcze mamy - jak to nazywam - "świat schabowego i bigosu". Czyli zaścianek w kwestii poglądów i otwarcia na inne style życia.

Na szczęście takie negatywne reakcje to kropla w morzu zachęcających opinii. Ostatnio byliśmy obecni podczas Półmaratonu Warszawskiego. Jakaś pani obejrzała wózki i powiedziała: "ja o ten pana biznes w ogóle się nie martwię, to pójdzie!". Cieszą też gesty ze strony przyjaciół, którzy wierzą w naszą wizję. Jednym z nich jest Grzegorz, szef agencji Entertainment Group, który tak, jak ja są przekonani o słuszności obranej przez nas drogi. Rozumieją to nie tylko ludzie związani czynnie ze sportem, ale coraz częściej zwykli miłośnicy ruchu. Najbardziej kręci nas to, że propagujemy nie tylko konkretne produkty, ale nowy styl życia, który pozwala świeżo upieczonym mamom szybciej wrócić do formy, spędzać aktywnie czas z ukochanym dzieckiem. Żyć zdrowiej i zaszczepiać taką postawę innym.




Lektury od kury

Łukasz Kaniewski (na zdjęciu w okularach), tata 1,5 rocznego Leopolda i 4-letniej Marianny. Współzałożyciel „Czarodziejskiej Kury“, ambitnego magazynu artystycznego dla najmłodszych. Który od dziecka ma kształtować dobry smak w narodzie.

Lolek (na zdjęciu z tatą) bardzo przysłużył się Kurze, mówi z dumą Łukasz.-Pierwszy numer ukazał się niedługo po jego narodzinach i becikowe poszło na opłacenie druku. Bo „Czarodziejska Kura“ to sprawa rodzinna. Współtwórca pisma, Robert Czajka to mój szwagier. Jest grafikiem i malarzem. Zawsze lubił robić zabawki. Z papieru, ze styropianu. Dla naszej córki na urodziny przynosił tylko wykonane przez siebie prezenty. Kiedy ona podrosła na tyle, by ją zainteresować jakąś prasą dziecięcą, okazało się, że na rynku mało jest rzeczy wartościowych. Mnóstowo tandetnych wydawnictw, źle napisanych, źle zilustrowanych. Owszem, dziecko jest bardzo ciekawe świata, spragnione rozrywek i wystarczy dać mu cokolwiek nowego, a zainteresuje się tym. Łyka te wszystkie różowości i cekiny, ale rodziców, czyli nas denerwuje, że w ten sposób od małego kształtuje się zły gust. I tak od słowa do słowa mój szwagier, plastyk i ja – dziennikarz naukowy po studiach filozoficznych doszliśmy do wniosku, że zamiast narzekać stworzymy coś własnego. Nazwa to oczywiście mrugnięcie okiem do „Czarodziejskiej góry“ Manna. A zawartość? Bez kompromisów, najwyższej jakości. Robert na przykład od początku upierał się, że wycinanki w piśmie muszą być na supertekturze.I jest dokładnie tak, jak piszemy na naszej stronie internetowej. „Czarodziejska Kura jest pismem autorskim - wszystkie publikowane w niej teksty i ilustracje powstają specjalnie na nasze zamówienie. W Czarodziejskiej Kurze nie ma reklam ani żadnych ukrytych terści marketingowych“.

Jak to wygląda biznesowo? Na razie staramy się, żeby nie przynosiło strat (śmiech). Sama krecja nie zajmuje nam tyle czasu, co sprawy organizacyjne. A to targi w Poznaniu, a to spotkania teatralne pod egidą Kury, podczas których aktorzy czytają dzieciom wiersze. Pismo kosztuje 8 złotych, ukazuje się co 2 miesiące - do tej pory wydaliśmy cztery numery po 2000 egzemplarzy. Pierwsze robiliśmy sami. Teraz możemy już sobie pozwolić na autorów zewnętrznych. Na przykład wiersz do najnowszego numeru napisał znakomity poeta, szef „Literatury na świecie“ Piotr Sommer. Współpracuje też z nami Zbigniew Machej i Joanna Rudniańska, znana autorka opowiadań dla dzieci, a prywatnie... moja mama.
Oficjalną siedzibą wydawnictwa jest kawiarnia Szczotki i Pędzle na Tamce, której szefuje siostra mojej żony. A nasze pismo jest dostępne między innymi w empikach i różnych miejscach ciekawych i przyjaznych dzieciom, nie tylko w Warszawie, ale także Łodzi, Krakowie,Gdańsku. Można nas także kupić za pośrednictwem strony czarodziejskakura.pl, i muszę się pochwalić, że nakład pierwszego numeru wyczerpał się całkowicie.
Staramy się, żeby nasze pismo podobało się nie tylko dzieciom, ale też rodzicom. Aby były tam teksty i ilustracje, które, prócz tego, że trafiają do dzieci, to jeszcze dają do myślenia dorosłym. Śmieszą ich lub wzruszają. Niektórzy uważają, że literatura dla dzieci to taka literatura "na niby". Nie zgadzamy się z tym, to najprawdziwsza literatura. To samo tyczy się ilustracji. Jeżeli jakis wiersz, ilustracja czy bajka nie jest interesujący dla dorosłych, wtedy nie ma powodu, aby pokazywać go dzieciom. Dzieci należy traktować poważnie, nie można ich zbywać byle czym.
Jesteśmy przekonani, że rzeczy dla dzieci nie mogą być gorsze niż rzeczy dla rodziców. Przedmioty do nauki czy zabawy muszą być równie dobre, jak te, których używamy w dorosłym życiu. Samochód, nawet zabawkowy, też musi mieć 4 koła, styl i jakość. Gust kształtuje się od pierwszych miesięcy życia. Nie można i nie warto tego zaniedbywać.

Tekst Joanna Nojszewska
Zdjęcia Daniel Duniak & Greg Korzeniowski


1 2 3 4 5 6 7 8 9