Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE 6 / Mężczyźni - Robert Więckiewicz

MALEMEN MEN

ISSUE

Robert Więckiewicz
Niezmienny, ascetyczny, uzależniony
Gra dla nas
Nie krzyk. Nie gwałt. Jedno słowo: „TAK”, wypowiedziane szeptem przez telefon zmieni los wielu ludzi. Niby wiemy, że tak w życiu bywa, ale tutaj możemy to zobaczyć. Film „Zero” Pawła Borowskiego z Robertem Więckiewiczem w jednej z głównych ról do kin wejdzie w październiku. Ten, który dzwoni, jest niechlujnym tłuściochem. Po drugiej stronie – elegancki biznesmen
w nowoczesnym gabinecie międzynarodowej korporacji. To postać, która magnetyzuje… Nie tylko zresztą w kinie.

W „Zerze” Więckiewicz nie jest tym złym. Ale źli są tu naprawdę źli. Do szpiku. Realizują swoje najohydniejsze interesy
za wszelką cenę. On sam poza planem nie miał nigdy pokusy, aby pójść na skróty albo po trupach. Kontakty towarzyskie, które otwierają drzwi do kariery?
– Nie miałem takich ciągot. Nie chcę tego oceniać. Jeśli ktoś tak ma, to jego sprawa. Ja tak nie mam. Lubię mieć spokojne sumienie.
Może dlatego jako aktor przebył naprawdę długą drogę: od Wrocławia, gdzie studiował, przez Poznań, ciężkie lata,
by dopiero w Warszawie skoczyć na głęboką wodę, brawurowo grając geja w głośnym spektaklu „Shopping and Fucking”. Wtedy już poszło: angaż w Teatrze Rozmaitości, kolejne filmy i seriale.
Jan „Blacha” Blachowski z „Odwróconych”, Robert „Cuma” Cumiński z „Vinci”,
Marek z „Lejdis”, Andrzej z „Wszystko będzie dobrze”.
O swoich początkach mówi: – Przez całe studia poznawałem swoje nowe ja. Na przykład przed audytorium 15-osobowym musiałem się doprowadzić do takiego stanu, do zbudowania takiej rzeczywistości w sobie, żeby zacząć płakać. Nie udawać. Po prostu płakać. Dopiero skończył 20 lat.
Równie trudne były sceny erotyczne. Wiadomo, na planie kilkadziesiąt osób, operatorów, dźwiękowców, stylistów itd., a wśród nich aktorzy prawie nago grają uniesienia. Miał kolegów, którzy pękali,
nie dawali rady. On wiedział, że musi wytrwać. – Dobrze pamiętam ten rodzaj pewności i wiary, że ja naprawdę jestem zajebisty [śmiech].
Miał gigantyczną motywację, by nie schodzić z tej drogi. Były jednak momenty, gdy zadawał sobie pytania, czy da radę. Przychodziła frustracja, kiedy czuł, że chciałby i mógłby coś więcej. – Chciałoby się grać w dobrych filmach, dobrych przedstawieniach. Jeśli tego nie ma, to czasami boli. Słowo „boli” wypowiada w taki sposób, że nie mam wątpliwości, że bolało. Ale to twardziel. Robert jest zwolennikiem samoograniczania się w życiu. Samodyscypliny. Pada nawet słowo „asceza”. Bez przesady oczywiście.

Więcej - w najnowszym numerze MALEMENA.
Tekst Grzegorz Łabędziewski
Zdjęcia Wojtek i Jaro Wojtczak

MALEMEN MEN

35

WOMEN WE LOVE