
Pomysłowy, wygadany, szczery, uparty, pracowity.
Taki był, kiedy oglądaliśmy go na boisku. Taki jest i w biznesie, choć o tym już wiemy mniej. Ma taką właściwość, że łatwo zapomina mu się wpadki.
Gdy na jednym z czatów internauta spytał Zbigniewa Bońka, ile razy odbije piłkę głową, legendarny piłkarz odpowiedział, że teraz głowa służy mu nie do grania, ale do myślenia. Za to nogami – dodał – odbijać może do oporu. Kiedyś w konkursie dryblingu pokonał Maradonę. Wygrał wtedy Renault 5! Tak było kiedyś.
Taki był, kiedy oglądaliśmy go na boisku. Taki jest i w biznesie, choć o tym już wiemy mniej. Ma taką właściwość, że łatwo zapomina mu się wpadki.
Gdy na jednym z czatów internauta spytał Zbigniewa Bońka, ile razy odbije piłkę głową, legendarny piłkarz odpowiedział, że teraz głowa służy mu nie do grania, ale do myślenia. Za to nogami – dodał – odbijać może do oporu. Kiedyś w konkursie dryblingu pokonał Maradonę. Wygrał wtedy Renault 5! Tak było kiedyś.
Jeden ze stu najlepszych żyjących piłkarzy według rankingu FIFA z roku 2004, a zarazem jedyny Polak w zestawieniu. Zdobywca 24 bramek w drużynie narodowej. Rudy. Nie lubi szefa PZPN Grzegorza Laty. Wygląda na to, że to niechęć z wzajemnością. Polacy go kochają. Działacze sportowi – mniej. Podobno zarozumiały. Mieszka we Włoszech. Od zawsze nosi wąsy. Tyle mniej więcej wiemy o Zbigniewie Bońku. Oraz to, że na hasło „Boniek” przed oczami mamy piłkę. Gdy mówimy „złote lata polskiej piłki”, widzimy Bońka obok Deyny, Lubańskiego czy trenera Górskiego. A przecież Zibi zszedł z murawy przed dwudziestu laty! Dziś ma 53 lata.
Niedzielne popołudnie. Tor wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. Właśnie skończyła się ostatnia gonitwa. Miłośnicy wyścigów leniwie zmierzają w stronę wyjścia. Na podłodze tarasu walają się setki kuponów, których właściciele najwyraźniej nie postawili na właściwego konia. Służewiec pustoszeje, a na miejscu pojawia się Zbigniew Boniek. Nie przypadkiem umówiliśmy się z nim właśnie w tym miejscu. – Pyta pan, czemu pasjonują mnie konie? A ja mogę spytać: czy jak się jest Polakiem, to można ich nie lubić? Każdy z nas albo wychowywał się na wsi, albo miał tam rodzinę. Jako dziecko na wsi spędzałem prawie wszystkie wakacje – mówi Boniek. Zibi hoduje we Włoszech kilka koni. Zarówno galopujących, jak i kłusaków. Na tych drugich ściga się osobiście. Startuje w amatorskich zawodach wózków dwukołowych. W ciągu sześciu lat wziął udział w dwunastu gonitwach. Trzynaście razy zajmował pierwsze miejsce. W 68 wyścigach zmieścił się w pierwszej piątce. To niezły wynik. Zwłaszcza że powożeniem zajął się dopiero przed pięćdziesiątką.
Ale to nie wszystko. Konie galopujące należące do Bońka wygrywały ponad sto razy. On sam nie występuje w roli dżokeja – bez zażenowania przyznaje, że jest już na to za stary. Ale nadal lubi smak zwycięstwa. – Jest taki dowcip. Pyta jeden facet drugiego: „Dlaczego pan ma konie, stajnie, a nie drużynę piłkarską?”. Tamten odpowiada: „Jak wygra moja drużyna piłkarska, to ja muszę zapłacić zawodnikom, a jak wygra mój koń, to płacą mnie” – śmieje się Zibi.
Więcej - w najnowszym numerze MALEMENA.
Tekst Max Fuzowski
Zdjęcia Witold Krasowski
Niedzielne popołudnie. Tor wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. Właśnie skończyła się ostatnia gonitwa. Miłośnicy wyścigów leniwie zmierzają w stronę wyjścia. Na podłodze tarasu walają się setki kuponów, których właściciele najwyraźniej nie postawili na właściwego konia. Służewiec pustoszeje, a na miejscu pojawia się Zbigniew Boniek. Nie przypadkiem umówiliśmy się z nim właśnie w tym miejscu. – Pyta pan, czemu pasjonują mnie konie? A ja mogę spytać: czy jak się jest Polakiem, to można ich nie lubić? Każdy z nas albo wychowywał się na wsi, albo miał tam rodzinę. Jako dziecko na wsi spędzałem prawie wszystkie wakacje – mówi Boniek. Zibi hoduje we Włoszech kilka koni. Zarówno galopujących, jak i kłusaków. Na tych drugich ściga się osobiście. Startuje w amatorskich zawodach wózków dwukołowych. W ciągu sześciu lat wziął udział w dwunastu gonitwach. Trzynaście razy zajmował pierwsze miejsce. W 68 wyścigach zmieścił się w pierwszej piątce. To niezły wynik. Zwłaszcza że powożeniem zajął się dopiero przed pięćdziesiątką.
Ale to nie wszystko. Konie galopujące należące do Bońka wygrywały ponad sto razy. On sam nie występuje w roli dżokeja – bez zażenowania przyznaje, że jest już na to za stary. Ale nadal lubi smak zwycięstwa. – Jest taki dowcip. Pyta jeden facet drugiego: „Dlaczego pan ma konie, stajnie, a nie drużynę piłkarską?”. Tamten odpowiada: „Jak wygra moja drużyna piłkarska, to ja muszę zapłacić zawodnikom, a jak wygra mój koń, to płacą mnie” – śmieje się Zibi.
Więcej - w najnowszym numerze MALEMENA.
Tekst Max Fuzowski
Zdjęcia Witold Krasowski
36










































































