
Lada dzień samotnie wyruszy bić rekord świata. Płynąc pod wiatr, chce opłynąć Ziemię w mniej niż 122 dni. Katamaranem, na którym żagle wciąż trzeba stawiać własnymi rękami, ale naszpikowanym elektroniką jak bolidy Formuły 1.
Był sobie chłopak z małego kraju za żelazną kurtyną. Siadał na brzegu morza i patrzył, jak statki znikają za horyzontem. Któregoś razu ojciec opowiedział mu, że świat wcale nie kończy się w miejscu, gdzie niebo dotyka grzbietów fal. Że za horyzontem jest morze bez granic.
Ojciec był żeglarzem. Nauczył go, jak stawiać żagle i jak stanąć naprzeciw fali ze sterem w rękach. Po latach chłopak zapragnął sam wziąć się za bary z najsławniejszym wiatrem: tym, który burzy fale oceanu.
Ale to było w czasach, kiedy w sklepach stały tylko ocet i musztarda, a o wypłynięciu na oceany można było jedynie pomarzyć. Więc chłopak nauczył się marzyć. Skrobał wysłużone kadłuby w trójmiejskiej przystani i żałował, że na żadnym z nich nikt nie sprawdzi, czy woda mórz południowych jest naprawdę tak turkusowa, jak mówią książki. Mimo że do wypłynięcia gdzieś dalej wciąż trzeba było mieć pozwolenie władz PRL, zapragnął zbudować łódź. Piękną, najszybszą, taką, która zadziwi świat. I zrobił to.
Więcej w najnowszym numerze Malemena.
Ojciec był żeglarzem. Nauczył go, jak stawiać żagle i jak stanąć naprzeciw fali ze sterem w rękach. Po latach chłopak zapragnął sam wziąć się za bary z najsławniejszym wiatrem: tym, który burzy fale oceanu.
Ale to było w czasach, kiedy w sklepach stały tylko ocet i musztarda, a o wypłynięciu na oceany można było jedynie pomarzyć. Więc chłopak nauczył się marzyć. Skrobał wysłużone kadłuby w trójmiejskiej przystani i żałował, że na żadnym z nich nikt nie sprawdzi, czy woda mórz południowych jest naprawdę tak turkusowa, jak mówią książki. Mimo że do wypłynięcia gdzieś dalej wciąż trzeba było mieć pozwolenie władz PRL, zapragnął zbudować łódź. Piękną, najszybszą, taką, która zadziwi świat. I zrobił to.
Więcej w najnowszym numerze Malemena.
40









































