
W 1990 roku zdecydował, że zostanie artystą.
W decyzji pomogło mu zaproszenie do wystawy w Düsseldorfie. Pokazał tam przeróbkę niesławnej bramy z Auschwitz. Zamiast „Praca czyni wolnym” napisał „Christus ist mein Leben” (chrystus jest moim życiem). Powoli świat zaczyna na nowo odkrywać niepokorne i przewrotne prace polskiego artysty powstałe w latach osiemdziesiątych. Niedawno jedną z nich kupiła londyńska Tate.
W decyzji pomogło mu zaproszenie do wystawy w Düsseldorfie. Pokazał tam przeróbkę niesławnej bramy z Auschwitz. Zamiast „Praca czyni wolnym” napisał „Christus ist mein Leben” (chrystus jest moim życiem). Powoli świat zaczyna na nowo odkrywać niepokorne i przewrotne prace polskiego artysty powstałe w latach osiemdziesiątych. Niedawno jedną z nich kupiła londyńska Tate.
[...] W szczególnie ważnej dla Libery dekadzie lat osiemdziesiątych życie miało posmak gorzko-ironiczny. Stan wojenny, więzienie, no i wreszcie flirt ze sztuką, który przerodził się w stałe uczestnictwo w szalonych akcjach grupy związanej z legendarnym łódzkim Strychem i Kulturą Zrzuty. Było też to niezwykle ważne, osobiste doświadczenie, jakim stała się opieka nad umierającą babcią. Ta urodzona pod koniec XIX stulecia kobieta była bardzo religijna, wręcz uduchowiona. Jej świat miał niewiele wspólnego z nowoczesnymi realiami racjonalnych procedur. Libera opowiada, że babka dostąpiła zmartwychwstania, co nie zdarza się znowu aż tak często. Jej matka, a więc prababka Libery, prowadziła życie dekadenckie („jeździła na koniu, grała na harmonii i wspinała się na najwyższe drzewa”, jak głosi rodzinna legenda), nie miała czasu opiekować się dziećmi, które poiła makiwarą, czyli zupą z maku. Popadały za jej przyczyną w głęboki sen. Troje rodzeństwa babki Libery zostało najpewniej pochowanych żywcem podczas takiego snu. To samo było pisane czteroletniej Reginie, ta jednak obudziła się w trakcie pogrzebu i powiedziała „Acia jeść”. Ksiądz zemdlał, ludzie z kościoła uciekli. Grzebanie żywcem nie było w owym czasie czymś niespotykanym. Libera odkrył, że gdzieniegdzie stosowano nawet specjalne urządzenie skonstruowane przez pewnego czeskiego arystokratę, które alarmowało, gdy zamknięty w trumnie nieszczęśnik się budził. Pabianicka parafia czymś takim jednak nie dysponowała. Libera opiekował się zniedołężniałą, powoli umierającą babcią. Przy okazji ją filmował. Filmował, jak systematycznie obraca nocnikiem, jakby była w jakimś transie. Libera zatytułował ten film „Perseweracja mistyczna”. Filmował też siebie: przewijającego, myjącego i pielęgnującego staruszkę. Tak powstały „Obrzędy intymne”. To była połowa lat osiemdziesiątych, tuż po wyjściu Libery z więzienia. [...]
Całość? W ósmym numerze Malemena.
Całość? W ósmym numerze Malemena.
45





























