
Przeszkadza mu siermiężne chamstwo, brak widzenia dalej niż czubek własnego nosa i Lanosa. „o „Kasi i Tomku” też najpierw mówiło się, że to niebezpieczny projekt, bo „ludzie tak nie żyją w polsce” – zżyma się.
– A ja jestem zwolennikiem podnoszenia poprzeczki, żeby te nasze standardy i stereotypy nie przybijały nas warstwą kaszanki z salcesonem, która może być i smaczna, i dobrze podana, ale... Może czas aspirować wyżej. Nie mówmy, że w Polsce wszyscy jeżdżą Lanosami, bo to nieprawda” – unosi się, podjadając wykwintne ciastko popijając słodzoną cafe latte. Z tamtego serialu zrobiła się kultowa produkcja. W nowym, „Usta usta“, znowu robi kroczek do przodu.
– A ja jestem zwolennikiem podnoszenia poprzeczki, żeby te nasze standardy i stereotypy nie przybijały nas warstwą kaszanki z salcesonem, która może być i smaczna, i dobrze podana, ale... Może czas aspirować wyżej. Nie mówmy, że w Polsce wszyscy jeżdżą Lanosami, bo to nieprawda” – unosi się, podjadając wykwintne ciastko popijając słodzoną cafe latte. Z tamtego serialu zrobiła się kultowa produkcja. W nowym, „Usta usta“, znowu robi kroczek do przodu.
Dobrze jest grać na „luźnych gaciach“ – sam ukuł ten termin. „To się wzięło stąd, że jak robimy jakieś ujęcie, jest dubel i coś ewidentnie idzie opornie, to ja zawsze mam prośbę do ekipy, żebyśmy zrobili tę scenę na luźnych gaciach, żebyśmy zapomnieli, co było do tej pory i zrobili to tak, by te gacie nas nie ograniczały, żeby poczuć ich brak. W życiu z tym jest o wiele trudniej, ale
w pracy metoda bywa zbawienna”.
Uśmiecha się do Polaków z billboardów wielkich na pół miasta. Lubi postać, którą gra. „Za to, że się mieni, jest wielowymiarowa, pogubiona, nie ma patentów na życie, na związki”.
On, Paweł Wilczak, też nie ma patentów, ale trochę już wie, na czym polega udane życie. „Jest taki piękny stan: harmonia. Ale ja nigdy jeszcze jej nie osiągnąłem. Trzeba dążyć do tego. Na czym to polega? – na dbaniu o proporcje“. Do proporcji i gradacji powraca w rozmowie wręcz obsesyjnie.
A oto, w jakie proporcje układają się jego priorytety. „Moja praca jest niesformatowana, bez granic czasowych. Wszystko dzieje się w mózgu i nie ma znaczenia, czy jest piąta rano, trzecia w nocy czy południe, cały czas ta maszynka się kręci”. Bardzo lubi to, co robi. „Praca to luksus”. Z biologicznego punktu widzenia rodzina to podstawa rzecz. Tyle że nie może być jedyna. Trzeba uważać, żeby pewne rzeczy niedominowały nas do końca. „Fajnie, jeśli człowiek oprócz tych zależności uczuciowo-rodzinno-przyjacielskich ma jeszcze jakiś swój kawałek świata na wyłączność, do którego może sobie wpuszczać gości, gdy zechce. To daje luz w głowie i higienę”.
Całość w dziewiątym numerze Malemena.
w pracy metoda bywa zbawienna”.
Uśmiecha się do Polaków z billboardów wielkich na pół miasta. Lubi postać, którą gra. „Za to, że się mieni, jest wielowymiarowa, pogubiona, nie ma patentów na życie, na związki”.
On, Paweł Wilczak, też nie ma patentów, ale trochę już wie, na czym polega udane życie. „Jest taki piękny stan: harmonia. Ale ja nigdy jeszcze jej nie osiągnąłem. Trzeba dążyć do tego. Na czym to polega? – na dbaniu o proporcje“. Do proporcji i gradacji powraca w rozmowie wręcz obsesyjnie.
A oto, w jakie proporcje układają się jego priorytety. „Moja praca jest niesformatowana, bez granic czasowych. Wszystko dzieje się w mózgu i nie ma znaczenia, czy jest piąta rano, trzecia w nocy czy południe, cały czas ta maszynka się kręci”. Bardzo lubi to, co robi. „Praca to luksus”. Z biologicznego punktu widzenia rodzina to podstawa rzecz. Tyle że nie może być jedyna. Trzeba uważać, żeby pewne rzeczy niedominowały nas do końca. „Fajnie, jeśli człowiek oprócz tych zależności uczuciowo-rodzinno-przyjacielskich ma jeszcze jakiś swój kawałek świata na wyłączność, do którego może sobie wpuszczać gości, gdy zechce. To daje luz w głowie i higienę”.
Całość w dziewiątym numerze Malemena.
51


























































