
Pisze pamiętnik od czasu, kiedy skończyła 12 lat. Ponieważ wtedy jej się wydawało, że nie ma o czym pisać, zaczęła żyć intensywniej, żeby… mieć o czym pisać. Czy to właśnie jest wytłumaczenie późniejszych prób robienia wszystkiego, co się da? Multiaktywna Agnieszka Maciąg żadnej twórczości się boi.
Śpiewa, pisze, maluje, gotuje, występuje, pozuje, patronuje, z zaprzyjaźnionymi kobietami nuci mantrę, ale tylko w czasie pełni księżyca, gdyż uspokaja ją to wtedy szalenie, zresztą dziś jest już znacznie spokojniejsza niż kiedyś, pogodzona ze sobą, bo po pierwsze, wie, że – jak w tej piosence – czas nas uczy pogody, a po drugie, ona świadomie pracuje nad osobowości swojej rozwojem i momenty kryzysu w życiu już miała: „kompletnie się rozpadłam” – wspomina ten czas trudny, i prywatnie, i rodzinnie, kiedy los powala na kolana i można albo paść na dno, albo od tego dna się odbić, a ona wybrała to drugie i ciąg szczęśliwych spotkań w życiu się zaczął, i teraz chodzi na jogę, medytuje i wie już, że wystarczy zmiana sposobu myślenia, żeby zmieniła się rzeczywistość, i że rzeczy nieciekawe można obracać w wyzwania, no i pewnie dlatego coraz częściej ma „w sobie światło” – uśmiecha się, mówiąc te słowa, bo zdaje sobie sprawę, że dziwnie to brzmi w świecie współczesnym, salonowo-plastikowo-szołbiznesowym, do którego należy niewątpliwie, z racji modowej przeszłości swojej i z racji partnera swojego fotograficznej profesji, chociaż „to świat, w którym liczą się marki i powierzchowność, jest dużo krytyki i typowa dla ludzi mediów blokada energii chi, i to wszystko wywołuje we mnie smutek” – wylicza, ale nie odcina się całkiem od tego, wszak i lubi, i potrafi bardzo atrakcyjnie, na szpilkach, z pomalowanymi paznokciami pokazać się i często-gęsto kocim spojrzeniem ze zdjęć w kolorowej prasie spogląda, lecz nie w całości do tej bajki należy przecież, bo ma świat swój także inny, prawdziwszy, skromniejszy, w Kotlinie Kłodzkiej się znajdujący, gdzie nie tylko ogródek, zioła i warzywa ekologiczne swoje, ale i fascynujący ludzie mieszkają, którzy w gali&vivie nie występują, za to jak naturalnie swoje prawdy podają: pan Janek ogrodnik, co wcześniej przez 35 lat szkło dmuchał i jak coś powie, to aż ciarki przechodzą, 70-letni rzeźbiarz z energią trzy razy młodszą, pani sprzątająca, co ją mąż bił, a ona mimo to wierzy w jasną stronę życia, czy Joasia poetka, która pracuje w urzędzie gminnym – oni wszyscy pozwalają Agnieszce bardziej docenić to, co jej się trafiło w życiu, że ta Warszawa niemal każdą jej artystyczną zachciankę spełnić mogła, a nie wszyscy tak mają, nie wszystkich twórczość poza lokalność wychodzi, a ona tu w magazynie luksusowym na motorze na całą Polskę pozuje....I TAK DALEJ, A WSZYSTKO W JEDNYM ZDANIU na 1,5 strony - CZYTAJ I OGLĄDAJ W NAJNOWSZYM NUMERZE MALEMENA.
tekst Joanna Nojszewska
zdjęcia - a jakże! - Robert Wolański
tekst Joanna Nojszewska
zdjęcia - a jakże! - Robert Wolański
39

































