Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE 17 / Kobiety - Dorota Masłowska

WOMEN WE LOVE

ISSUE

Dorota Masłowska
Tekst Max Suski | Zdjęcia Tomasz Tomaszewski
dorota masłowska malemen tomasz tomaszewskidorota masłowska malemen tomasz tomaszewskidorota masłowska malemen tomasz tomaszewskidorota masłowska malemen tomasz tomaszewskidorota masłowska malemen tomasz tomaszewskidorota masłowska malemen tomasz tomaszewski
Buduje imperium
Pisarka ceniona w Polsce za niepodrabialność, nieoczekiwane zwroty słów, błyskotliwą wrażliwość na wszelkie rejestry języka – polskiego. Ceniona za granicą nie wiadomo tak do końca za co, bo przetłumaczyć jej książek czy sztuk pisanych na zamówienia teatrów nie sposób. Ale coś w jej temperamencie, rytmach języka i stylu jest, skoro zjeździła pół świata i żyje z tantiemów 
za spektakle wystawiane w najbardziej nieoczekiwanych miejscach na ziemi.
Równo dziewięć lat temu o tej samej porze na piątym piętrze blokowiska w Wejherowie w ekspresowym tempie powstawała pionierska powieść dresiarska pod tytułem „Wojna polsko-ruska”. Niedługo potem ludzie pożyczali sobie pod stołem pierwsze wydanie książki, która wyszła w nader skromnym nakładzie. Autorką była niejaka Masłowska, podobno niezwykle obiecujący talent literacki; sam Jerzy Pilch poświęcił jej wówczas felieton. Poznałem wówczas z przyczyn służbowych Masłowską Dorotę. Do dziś pamiętam, co sobie myślałem, samochód prowadząc w kierunku Wejherowa, na nasze spotkanie: że skoro dresiarskie książki pisze, to pewnie dresiara; 
że skoro język taki blokowiskowy, to pewnie wygląda jak z blokowiska zdjęta i jeszcze tak samo się zachowuje, dobrze, żeby mnie 
w pysk nie zdzieliła, a na pewno dmuchać dymem z papierosa będzie w nos złośliwie. Bo wiele osób tak myśli sobie o autorach 
– jak piszą, najpewniej tacy są w życiu. O jak się wówczas cudownie rozczarowałem! Bo Dorota okazała się chyba najbardziej normalną osobą, jaką w życiu poznałem. Bez śladu zmanierowania, pozy, kompleksów czy udawania. Nadzwyczajnie wrażliwa, obserwująca i wyczulona, wszelką sztuczność i pretensję obśmiewa i zamienia w groteskę. Z jej głowy płynie strumień słów w takiej kolejności, z taką siłą i łatwością, w takim natężeniu i rozmiarze, że u każdego, kto w życiu próbował coś napisać, wywołać może tylko atak zazdrości.

Świat wybuchnie
Do dziś Dorota nie zmieniła się nic, poza tym może, że ma córkę Malinę, lat siedem. Wciąż mam kasety z nagraniem naszej rozmowy sprzed lat, skrupulatnie je przechowuję, by w przyszłości sprzedać na Allegro za miliony. – Świetnie, ale jeśli możesz, to za 100-200 lat – mówi Dorota. Sama by takich rzeczy nie trzymała. – Bardzo nie lubię archiwizacji, jestem przeciwniczką archiwów, niszczę, palę i utylizuję. Archiwiści są w szponach przeszłości.
Potwierdzam, mam osobowość kustosza, ale nie przesadzam z archiwami, nie dopuszczam, by mnie w jakikolwiek sposób przytłoczyły czy zajęły zbyt dużo miejsca. A kiedy wyciągam z pudła starą ściągę z klasówki, to robi wrażenie na dawnych współuczniach. Dorota rozumie: – Nie zamierzam forsować swojego stanowiska, wiem, że pełnię inną rolę w społeczeństwie. Tyle piszę, że archiwizuję siłą rzeczy, nie muszę trzymać zakrętek i zapałek z ‘87. Poza tym mam za dużo wszystkiego, za dużo zdjęć, za dużo wycinków z gazet o sobie, gdybym to chciała trzymać, to bym musiała się wyprowadzić.
Współczesność obfituje w narzędzia archiwizacji, powstają dziesiątki miliardów zdjęć dziennie, nikt tego nigdy nie będzie oglądał, to nie ma żadnej wartości. Nie ma co trzymać śmieci, świat i tak niedługo wybuchnie. Tak sobie o archiwach rozmawiamy, pojadając oldskulowe ciasteczka z makiem. – Hmm, biszkopcik z marmeladką w środku, powinien jeszcze długo leżeć w pomieszczeniu, gdzie się pali dużo carmenów dla pełni smaku – Dorota dobrze zna miejsce zakupu tych delikatesów. To cukiernia niemal wyjęta z jej książek, niestety. Reklama z ceraty, przed wejściem plastikowy lód sztuczny rozmiarów dorosłej osoby. – To niesamowite, przecież te dekoracje powstały 
w czyimś umyśle, ktoś to zaprojektował!

Dorota Masłowska „Buduje imperium” – całość w 17. numerze.

WOMEN WE LOVE

MALEMEN MEN

87