admin
17.01.2013

Jestem już w tym wieku, że człowiek nie pamięta, gdzie posiał klucze, za to doskonale pamięta różne pierdoły sprzed 50 lat – mówi Wojciech Fangor. Jest w pierwszej światowej lidze artystów wszech czasów. Silna osobowość, nieprzytomna pracowitość, upór, ciekawość świata, zainteresowania naukowe i szukanie wciąż nowych sposobów mówienia w sztuce sprawiają, że i dziś niełatwo za nim nadążyć.

O kant dupy to wszystko – tak zapewne na widok dzieł Wojciecha Fangora zakrzyknęliby obaj wybitni przedwojenni profesorowie Tadeusz Pruszkowski i Franciszek Kowarski, u których Fangor uczył się malarstwa. Zawdzięcza im doskonałe rzemiosło i przekonanie, że artysta to człowiek, który wyciąga wnioski z historii, nauki i doświadczenia. Bez tego tworzy jedynie pustkę.

Paradoksalnie właśnie dzięki swoim profesorom dokonał pierwszego poważnego wyboru: przestał malować, jak akademicy przykazali. W przypadku Fangora, którego talent Pruszkowski docenił, kiedy ten miał ledwie naście lat, nie był to młodzieńczy bunt, lecz potrzeba chodzenia zawsze dalej i szybciej, poznawania nowych rzeczy. Nigdy nie szedł na łatwiznę, ale – jak to ładnie ujmuje – był samowolny. Piekielnie pracowity, wolał zmagać się z warsztatem tak długo, by efekt był piorunujący. Nie tylko dla znawców sztuki, ale dla każdego, kto z jego obrazem się zetknie, choćby był to jego pierwszy raz.

autor
http://www.malemen.pl/wojciech-fangor-ii,s-1,a-4,g-1.html
STRONA 1 z 4
http://www.malemen.pl/wojciech-fangor-ii,s-1,a-2,g-1.html
komentarze
Dodaj komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy i dodaj swój komentarz!

Dodaj komentarz
Wyślij